sobota, 14 marca 2015

Rozdział 11

Przez trzy dni nie robiłam nic konkretnego. Dwa razy spotkałam się z Louis'em, a raz spotkałam Dave'a. Ochroniarz obiecał mi, że za kilka dni zadzwoni i umówimy na się na zrobienie czegoś szalonego. Już nie mogę się doczekać. Od dziecka marzyłam żeby skoczyć ze spadochronu albo na takim prawdziwym bungee. Oby moje marzenie się spełniło.
Co do Niall'a to między nami było dobrze. Pisaliśmy od czasu do czasu. Chłopak proponował spotkanie, ale napisałam, że ostatnio źle się czuje. Oczywiście kłamałam. Fizycznie czułam się świetnie. Gorzej z moim stanem psychicznym. Myślałam, że ta umowa z szatynem jest dobrym pomysłem, ale chyba się przeliczyłam. Nie potrafię spędzić czasu z Niall'em nie myśląc o tym, że to z nim chciałabym się całować. Że to on powinien nazywać mnie 'kochaniem' czy 'skarbem'. Że to on jest tym właściwym chłopakiem. 
Z drugiej strony Louis jest fantastyczny. Serio, mega fantastyczny. Zabawny, miły, przystojny i bardzo dobry w łóżku. Mogłabym ich porównać, ale to by było nie fair, ponieważ dużo bardziej podoba mi się Niall, a z Louis'em robiłam te wszystkie rzeczy. W sumie gdyby blondyn nie był sławny to między nami byłoby na pewno coś więcej. No cóż. Życie nie zawsze jest perfekcyjne, a ja nie chcę przeżywać załamanie po moim powrocie do NY. Dobrze, że do Louis'a nic nie czuję, to by była kompletna katastrofa.
Tak wogóle to muszę pomyśleć o mojej przyszłości. Skończyłam właśnie szkołę i nie mam pojęcia co chcę robić w przyszłości. Może zrobię sobie roczną przerwę tak jak moja siostra? Ona skończyła szkołę rok temu i postanowiła odpocząć od nauki. Zamieszkała przez ten czas z rodzicami i zrobiła sobie 12-nasto miesięczne wakacje. To był dla niej naprawdę dobry pomysł, bo odżyła i teraz jest gotowa żeby pójść na te jej studia psychologiczne. Jeśli mieszka się w takim mieście jak Nowy York to jest to bardzo dobry zawód. Ciągle tam same rozwody, po których dzieciaki nie mogą się pozbierać i skłóceni rodzice zapisują je na te terapie do psychologa, który albo im pomoga albo i nie. Zdarzają się też inne przypadki, ale jest tego naprawdę za dużo, żeby spamiętać je wszystkie.
Ja nigdy nie myślałam o tym jak będzie wyglądać moja przyszłość, ale tak szczerze to właśnie to jest mój największy strach. Nie mam żadnego talentu. No chyba, że wydawanie rozkazów i mocny charakter się liczą. Kiedyś myślałam nad lekarzem, ale stwierdziłam, że widok krwi mnie obrzydza. Kiedy byłam młodsza rodzice powtarzali mi, że z moim fantastycznym władczym uosobieniem byłabym dobrym prawnikiem. Teraz gdy jestem starsza, myślę, że może mieli rację i powinnam zastanowić się nad właśnie tymi studiami.
Moja decyzja jest taka: robię sobie rok przerwy, w trakcie którego zdecyduję, jaka droga życiowa jest dla mnie najlepsza.
Leżałam na łóżku i wyobrażałam sobie jak bym wyglądała w tej długiej prawniczej todze, kiedy poczułam obok siebie wibracje. Nie patrząc na wyświetlacz obebrałam.
-Słucham?-Powiedziałam miłym tonem.
-Cześć Sarah, tu Dave.
-Cześć, co tam?-Zapytałam grzecznie. Miałam jakiś taki dobry humor.
-Pamiętasz jak obiecałem ci, że kiedyś zrobimy coś szalonego?-Nagle mój entuzjazm jeszcze bardziej sie powiększył.
-No pewnie, że pamiętam.
-W takim razie bądź gotowa na 15. Zabieram cię na skok spadochronem.-Moja mina wyglądała jak duże O. Nareszcie spełnie swoje marzenie!
-Już nie mogę się doczekać, wyślę ci mój adres sms-em.-Ochroniarz przytaknął i powiedział jeszcze, żebym nie ubierała się za grubo tylko lekko i przewiewnie.

Boże, to już zaraz. Za kilka minut przyjedzie po mnie Dave i naprawdę nie mogę się już tego doczekać. To doświadczenie zapamiętam do końca życia. Nie wiele osób ma szansę skoczyć ze spadochronu i to jeszcze z kimś doświadczonym. Założyłam na siebie jedne z moich grubszych getrów, podkoszulkę, a na nią sweter. Miało być lekko, przewiewnie i na pewno wygodnie, więc tak jest.
Postanowiłam nie powiadamiać rodziny, nawet Jade, o tym, że zrobię tą szaloną rzecz, ponieważ wiem, że za pewne by mi zabronili. Powiedziałam tylko, że wychodzę z kolegą, a Jade oczywiście, że nie jest to Niall, ani Louis. Była zawiedziona tym pierwszym, ale próbowała po sobie tego nie pokazać.
Nie mogłam usiedzieć w miejscu, dlatego bardzo sie ucieszyłam kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Niestety za nimi stał ktoś inny. Louis.
-Cześć słonko.-Chłopak dał mi buziaka, a ja zaprosiłam go do środka.
-Louis, posłuchaj. Dzisiaj nie mogę, zaraz przychodzi do mnie kolega i idę z nim coś zrobić.-Powiedziałam lekko krzywiąc twarz. Nie zabrzmiało to najlepiej. Szatyn uniósł zdziwiony brew i skinął głową.
-Dobrze, ale powiedz mi co będziesz z nim robić.-Westchnęłam.
-Okej, tylko nie krzycz.-Pokiwał glową, więc kontynuowałam.-Ja-będę skakać ze spadochronu, razem z nim.-Uśmiechnęłam się lekko, a oczy Louis'a się powiększyły dość bardzo.
-Co? Zwariowałaś! Przecież coś może ci się stać!-Położyłam swoją dłoń na jego buzi, a on momentalnie zamilkł. Drugą dłoń podniosłam do swojej twarzy i palec wskazujący położyłam na swoich ustach. Zrobiłam ten dźwięk 'Sz' i zdjęłam obie swoje dłonie.
-Spokojnie, Dave jest wyszkolony i już nie raz skakał. Nim mi się z nim nie stanie.-Zapewniłam Louis'a. Chwilę się zastanawiał, ale w końcu zrozumiał i z westchnieniem skinął głową. Uśmiechnęłam się do niego i zbliżyłam z chęcią pocałowania, ale znowu zadzwonił dzwonek do drzwi.-To pewnie on, pójdę otworzyć.
Nie myliłam się, za drewnem stał ochroniarz z wielkim uśmiechem na ustach. Przytulił mnie i dał buziaka w policzek, a ja zaczęłam się ubierać do wyjścia. W korytarzu stanął Louis i tak jak Niall kilka dni temu, zmrużył na mojego kolege oczami. Dave podszedł do niego i przedstawił się, a szatyn, co mnie bardzo zdziwiło, odwzajemnił jego gest. Jestem pewna, że chłopak tylko się o mnie troszczy. Nie jest zazdrosny, co dało mi do myślenia, że on nic do mnie nie czuje. Ucieszyłam się i podeszłam do nich.
-To co Dave? Jedziemy?-Zapytałam, a mężczyzna skinął głową. Powiedział, że poczeka w samochodzie i wyszedł. W korytarzu zostałam tylko ja i Louis. Podszedł do mnie i przytulił.
-Uważaj na siebie i zadzwoń kiedy już wylądujesz.-Uśmiechnęłam się i mocniej w niego wtuliłam.
-Zrobię tak.

Godzinę później, helikopter

-Pamiętasz co masz robić?-Zapytał mnie Dave. Pokiwałam głową na tak. Brunet wyjaśnił mi wszystko, a ja starałam się wszystko zapamiętać. Wystarczy że będę mocno trzymać swoimi nogami jego nogi, a moje ręcę będą wzdłuż mojego ciała. Wydaje się proste, ale jestem naprawdę zestresowana i boję się, że wszystkiego zapomnę, kiedy będziemy lecieć. Gdy nasza odległość od ziemi będzie odpowiednia Dave otworzy spadochron i wszystko będzie w porządku. Oby wyszło w porządku.
-Powtórz mi jeszcze raz, z jakiej odległośc od ziemi skaczemy?
-1300 metrów.-Nabrałam powietrza i jeszcze bardziej się zestresowałam.-Spokojnie Sar, będzie dobrze.-Kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się do niego.
Pilot ogłosił, że za 3 minuty osiągniemy odpowiednią wysokość i będziemy mogli skoczyć. Mimo strachu bardzo chciałam to zrobić. Byłam pewna, że z Dave'em nic mi nie grozi i wszystko pójdzie w porządku. Tego postanowiłam się trzymać. Nie wiem, kiedy minął ten czas, ale dosłownie teraz przede mną otwierają się 'drzwi' przez które mamy wyskoczyć. Ochroniarz przytulił mnie ostatni raz, pocałował w głowę i wyszeptał, że wszystko pójdzie po naszej myśli.
Wylecieliśmy. Zrobiłam tak jak mówił mi Dave. Objęłam go nogami, a ręcę położyłam wzdłuż ciała. Brunet oznajmił mi że przelecieliśmy 100 metrów. Przed wylotem powiedział, że spadochron trzeba otworzyć kiedy będziemy 400 metrów od ziemi., a lecieć będziemy około minuty. Rozglądałam się dookoła i spodobał mi się widok, który widziałam. Pode mną znajdowała się piękna polana, w kolorach takich jak żółty, pomarańczowy, zielony czy brązowy. Cudowny widok. Żałowałam, że nie mogę tego nagrać, albo zrobić chociaż zdjęcia. W oddali można było zauważyć Londyn. Widziałam wysokie wierzowce i samoloty, które wylatywały z lotniska. Pomyślałam o tym, że chciałabym umieć latać. Łatwo byłoby uciec od tych wszystkich problemów, które nas atakują z każdej strony. Chciałabym mieć teraz przy sobie Niall'a i z nim widzieć te śliczne krajobrazy. Na pewno jemu też by się spodobało.
Z myśli oderwał mnie głos Dave'a oznajmiający, że do ziemi zostało około 850 metrów. Już niedługo będziemy lądować. Ciekawe czy Louis powiedział mojej siostrze o tym gdzie pojechałam. Nie zdziwiłabym się gdyby tak zrobił, chodź mam nadzieję, że zatrzymał mój sekrecik dla siebie. Mama i tata zabiliby mnie za to, że nie powiedziałam im o tym co chcę zrobić. Właściwie o tym co teraz robię. Nie myśleliby pewnie o tym, że przeżyłam i doznałam takiego wspaniałego uczucia wolności, tylko o tym, że było to niebezpiczne.
-Zostało jeszcze 450 metrów, zaraz otworzę spadochron.-Powiedział Dave, a ja zaczęłam żałować, że nie wybraliśmy większej odległości od ziemi. Te 50 metrów pokonaliśmy szybko i kiedy Dave chciał otworzyć spadkochron, to on nie chciał wyjść. Na początku mnie uspokajał i powiedział, że czasami to się zdarza, ale kiedy byliśmy 100 metrów niżej on również zaczął panikować. Przeklinał na spadochron i ciągle próbował go otworzyć. Udało mu się dopiero kiedy do ziemi zostało nam 100 metrów i mimo rozłożonego materiału i tak lecieliśmy szybko. Gdy bardzo blisko nas widziałam ziemie, zaczęłam krzyczeć. Ochroniarz próbował zapanować nad naszą prędkością jak i nade mną. Nie panując na swoimi ruchami puściłam nogami chłopaka. Krzyczał na mnie, że mam go złapać, ale ja byłam za bardzo przestraszona żeby go słuchać. Poczułam ból. Wylądowaliśmy. Na początku nie mogłam się skupić, na niczym innym niż na tym, że żyje i nic mi nie jest. Chyba, bo właśnie wtedy poczułam ból w prawej nodze. Krzyknęłam z powodu bólu, ale to nic nie dawało. Ból trwał i nasilał się z każdą sekundą. Dave mówił coś do mnie, ale nie słuchałam go. Łzy zaczęły cieknąć strumieniami po moich policzkach. Jeszcze bardziej przeraziłam się kiedy zauważyłam krew. Spływała po mojej nodze. Nie wytrzymując widoku czerwonej cieczy, zemdlałam.



PRZECZYTALEŚ? SKOMENTUJ :)
Dobra dodałam. W końcu. Nie ma Niall'a, ale nie smućcie się w następnym rozdziale będzie go dużo. Co tu się dzieje? Sarah będzie w szpitalu? Jak myślicie? Będą przez to jakieś komplikacje? Możliwe. Przepraszam jeszcze raz, że tak długo nie było rozdziału, ale już pisałam dlaczego :) Jak coś to nie wiem czy wszystko co napisałam o tych skokach ze spadochronu jest prawdą, wymyślałam to sobie. Dziękuję za 2000 wyświetleń! Okii do nastepnego x

piątek, 13 marca 2015

Nowy rozdział

Przepraszam, żę nie było 11 rozdziału, ale we wtorek, w środę i w czwartek nie miałam czasu. Nie było mnie przez te trzy dni w domu i nie miałam na czym napisać. Obiecuję, że następny będzie w ten weekend, naprawdopodobniej jutro (sobota). Jeszcze raz przepraszam i proszę, żebyście zrozumieli :)

niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 10

Następny dzień

Obudziłam się o 8 rano. Wcześnie jak na mnie, ale zdarzały się takie dni. Byłam pewna, że cały dzień spędzę w domu oglądając filmy, ale kiedy zeszłam na dół do kuchni zastałam tam prawdziwy huragan. Tata i Jade poważnie o czymś rozmawiali, a babcia biegała po całej kuchni i robiła jakieś ciasto. Co się dzieje? Czyżbym zapomniała o jakimś ważnym dniu? Zastanawiałam się co takiego może dzisiaj być, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Nagle mnie oświeciło. Spojrzałam na kalendarz, który wisiał na bocznej ścianie kuchni. 21 lipca. Urodziny mamy. W kilka sekund ogarnęło mnie zaniepokojenie. Co ja teraz zrobię? Nie mam nawet głupiej czekolady żeby jej dać. Szybkim krokiem podeszłam do lodówki i zajrzałam do środka. Wyjęłam potrzebne składniki i podeszłam do blatu. Nie zwracałam uwagi na tate i siostre, którzy mnie już zauważyli i wpatrywali się w moje poczynania. Babcia nie zareagowała wogóle tylko wczytała się w przepis na tort. Chyba to był tort. Jade podeszła do mnie podczas kiedy ja kończyłam robić pierwszą kanapeczkę. Tak wiem bardzo wytwornie, ale nic innego nie wpadło mi do głowy. 

-Co ty robisz? Są przecież urodziny mamy, nie możesz sobie robić śniadania kiedy to my wymyślamy co by jej kupić.-Powiedziała do mnie z wyrzutem.
-Nie robię sobie śniadania, tylko mamie inteligentko.-Mruknęłam cicho, kończąc pierwszą część "dania".
-Ahh, w takim razie przepraszam. Kiedy zaniesiesz to mamie to pójdź się ubrać. Jedziemy w trójkę na zakupy, bo jedynie babcia pamiętała o tym, że dziś jest 21.-Westchnęła.-No chyba, że ty pamiętałaś.-Pokiwałam głową na znak 'nie'.-Uhh, co z nas za córki.
-I mąż.-Dodał tata, który teraz znajdował obok nas. 
Śniadanie dla mamy nie prezentowało się najlepiej, ale też nie najgorzej. Zostawiłam jedzenie na szafce nocnej obok łóżka,a na szafce nocnej położyłam karteczkę, na której razem z Jade i tatą napisaliśmy do mamy krótki liścik, oznajmiający jej, że w domu znajdzie tylko babcie, bo my pojechaliśmy szykować dla niej niespodziankę. Tylko, że najpierw musimy ją wymyślić. 
Chodziliśmy po tej galeri i chodziliśmy. Ja i moja siostra kupiłyśmy mamie jakieś ciuchy i do tego kosmetyki. Natomiast z tatą było trudniej. Powtarzał, że musi jej kupić coś wyjątkowego, więc chodziliśmy tutaj już jakieś 3 godziny. Kiedy przechodziliśmy obok sklepu jubilerskiego na wystawie zauważyłam śliczną bransoletkę. Pociągnęłam tatę za rękaw jego bluzy, a on zatrzymał sie obok mnie i wpatrywał w wystawę. Wskazałam  palcem błyskotke, a na twarzy taty wyskoczył wesoły uśmiech. Od razu wszedł do środka a ja i  Jade za nim. Były do wyboru cztery kolory. Biały, srebrny, złoty i niebieski. W trójkę zdecydowaliśmy się na biały, a kasjerka zapakowała bransoletkę. Tata zapłacił i skierował się szczęśliwy do wyjścia z budynku. 
Kiedy jechaliśmy samochodem czegoś mi ciągle brakowało. Jakby to co kupiliśmy dla mamy nie wystarczało. Zastanawiałam się o co takiego może chodzić? Przecież mamie na pewno wszystko się spodoba i powie, że wcale nie musieliśmy tego dla niej robić. Mimo wszystko męczyło mnie to do końca drogi. Wysiedliśmy z auta i weszliśmy do domu. Z korytarza dało sie wyczuć zapach czekolady, co oznacza, że babcia skończyło już tort. Całą trójką skierowaliśmy się do kuchni, a w rękach trzymaliśmy torby z prezentami. W pomieszczeniu była tylko babcia, która robiła ostatnie poprowki na swoim wypieku.
-Jest na górze.-Odparła nie patrząc na nas. Widać było, że jest w swoim żywiole kiedy skupiała się na szczegółach małego przyjęcia. 
Ruszyliśmy schodami w kierunku pokoju rodziców. Tato zapukał do drzwi, a kiedy usłyszeliśmy 'proszę' weszliśmy do środka. Mama była ubrana w ładną sukienkę i stała przy oknie.
Gdy usłyszała kroki więcej niż jednej pary nóg odwróciła się i spojrzała na nas. Jej wzrok poleciał na torby w naszych rękach i widziałam jak lekko uśmiecha sie pod nosem. Tata podszedł do mamy jako pierwszy i kiedy dał szybkiego buziaka w usta, wręczył jej prezent. Mama wyjęła pudełko z torebki i otworzyła je. Kiedy zobaczyła błyskotkę od razu ją wyjęła i zażyczyła sobie aby tata założył jej ją na nadgarstek. Widać było, że jest bardzo szczęśliwa i wzruszona. Potem przyszła kolej na mnie i na Jade. Życzyłyśmy mamie wszystkiego najlepszego i te inne rzeczy, które się mówi, gdy ktoś ma urodziny. Rozmawialiśmy jeszcze przez chwile, ale później usłyszeliśmy krzyk babci oznajmiający, że wszystko jest już gotowe.
Schodziliśmy na dół, kiedy poczułam uścisk na ramieniu. Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam wpatrującą się we mnie siostre. Kiwnęła głową na nasz pokój, a ja przytaknęłam. Oznajmiłyśmy mamie, że zaraz zejdziemy i skierowałyśmy się do pomieszczenia. Jade zamknęła za mną drzwi i usiadła na łóżku. Poszłam w jej ślady.
-Mam pomysł.-Oznajmiła.
-No, dawaj.
-Bo Niall jest sławny i raczej zna te wszystkie sławy co nie?-Zapytała, a ja skinęłam głową.-Co ty na to żeby poprosić go o to żeby załatwił jeszcze na dzisiaj prywatny koncert Ed'a Sheeran'a. Wiesz jak mama go uwielbia, a my możemy przecież zapłacić. Stać nas na to, chyba.-Zmarszczyła brwi, a ja byłam w nie małym szoku. Tak, właśnie tego mi brakowało. W samochodzie widziałam, że moja siostra była równie zamyślona jak ja. Pewnie chodziło jej to samo po głowie. Że czegoś brakuje, na dzisiejszych urodzinach mamy.
-To jest świetny pomysł. Już do niego dzwonię.-Jade z podekscytowaniem skinęła głową i wpatrywała się w moje poczynania. Wyjęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer blondyna. Odebrał od razu.
-Co tam?-Zapytał radośnie.
-Słuchaj, mam do ciebie mega prośbę.
-Dla ciebie wszystko, Sarah. Słucham.-Powiedziałam mu, że moja mama ma dziś urodziny i jak bardzo lubi ona Ed'a. Niall ciągle powtarzał 'mhm', 'tak', 'jasne'. Kiedy doszłam do sedna, lekko się skrzywiłam. Głupio trochę go tak prosić no, ale czego nie robi się dla rodziny. Po kilku minutach skończyłam mówić. Chłopak chwilę się zastanawiał, ale później powiedział, że wszystko załatwi i jeszcze dzisiaj przyjedzie do nas sam Edward Christopher Sheeran. Wow. Gdy chciałam się rozłączyć blondyn mnie jeszcze zatrzymał.
-A czy ja też mógłbym wpaść na kawałek tortu? Zabrałbym moją mamę, przydałoby się jej tak posiedzieć wśród przyjaznych osób.-Zapytał. Chwilę się zastanawiałam. No bo nie wiadomo co na to mój tata. No, ale w urodziny jego żony chyba nie będzie robił awantury.
-Ok, zgoda. Zabieraj mame i przyjedź.-Zgodziłam się i tak szczerze to cieszę się że przyjedzie. Po wczorajszej rozmowie z nim myślałam, że jest między nami napięta atmosfera, ale na szczęście nie. Mam nadzieję tylko, że nie zabierze Louis'a. Byłoby słabo, po tym jaką umowę zawarliśmy. 
-Przyjedziemy w trójkę, z Ed'em. Do zobaczenia kochanie.-Rozłączył się. Chyba nie planował powiedzieć 'kochanie' no, ale nie mam mu tego za złe. Jak raz mu się wymsknie to nic. Odłożyłam telefon na półkę i spojrzałam na moją siostre. Pokiwałam głową na znak, że wszystko załatwione, a Jade pisnęła cicho szczęśliwa. Kiedy chciałyśmy wychodzić zapytała jeszcze o jedną rzecz.
-Niall też przyjedzie? Bo to co mówiłaś..-Przerwałam  jej.
-Tak, przyjedzie razem ze swoją mamą.
-Wow, poznam Laure Horan. Muszę się dziś dobrze zachowywać.-Zaśmiałam się lekko pod nosem i razem zeszłyśmy do kuchni. W środku mama i babcia ściskały się. Pewnie babcia składała mamie życzenia. Odchrząknęłam. Wszyscy włącznie z szeroko uśmiechniętą Jade wpatrywali się we mnie.
-Mamy dla ciebie mamo jeszcze jedną niespodziankę, która przyjedzie trochę później, więc jak mogliśmy poczekać jeszcze trochę z tortem?-Mama z entuzjazmem skinęła głową. Od zawsze uwielbiała niespodzianki, więc nie ma się co dziwić jej radości. Babcia westchnęła zawiedziona i lekko wkurzona, ale również skinęła głową. Tata natomiast zmrużył oczy i wpatrywał się w nas z nieodgadniętym wyrazem twarzy. Machnęłam ręką żeby poszedł za mną to wszystko mu wyjaśnie. Oby się nie wkurzył.

Siedzieliśmy w salonie wszyscy, łącznie z babcią. Czekaliśmy na przyjazd ostatnich gości. Mama ciagle dopytywała się co to za niespodzianka, ale cała nasza trójka milczała. Nie powiedzieliśmy babci, bo ta by mogła wszystko wygadać. Kiedy powiedziałam tacie o prywatnym koncercie ucieszył się, bo wiedział jak mama bardzo lubiła piosenki Sheeran'a. Gdy oznajmiłam mu, że załatwił to Niall przyjął to ok i powiedział coś w stylu 'może się co do niego myliłem', ale kiedy powiedziałam mu, że przyjedzie tu razem z Ed'em i zabierze jeszcze swoją mamę to lekko się wkurzył. Uciszyłam go tym, że powinien być wdzięczny blondynowi za sprowadzenie tu idola mamy i tym, że nie powinien się kłócić w jej święto. Przeprosił mnie, co było kolejnym zdziwieniem w dzisiejszym dniu i powiedział, że nie może się doczekać, żeby zobaczyć mine mamy. Tak, więc minęła jakaś godzina, a babcia była coraz bardziej wkurzona marudzeniem mamy i tym, że gości nie ma tak długo. Niall nie powiedział ile mu to zajmie, ale mam nadzieję, że już nie zaraz przyjadą. Jak na zawołanie usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Widziałam jak oczy mamy powiększają się z podekscytowania. Wstałam i weszłam do korytarza. Przed otworzeniem drzwi nabrałam powietrza i spokojnie je wypuściłam. Nacisnęłam na klamkę i kiedy byłam pewna, że za drzwiami ujże Niall'a z resztą gości, tam stał ktoś inny.
-Louis? Co ty robisz tu do cholery?-Zapytałam wściekła. 
-Przyjechałem do ciebie, skarbie.-Nachylił się i dał mi buziaka w usta. Chciał to pogłębić, ale odepchnęłam go od siebie i szybko wepchnęłam do środka. -Coś się stało?-Zapytał i zmarszczył brwi. Ściągną buty i wszedł w głąb domu. Weszłam za nim.-Oo, dzieńdobry wszystkim.-Powiedział lekko zdziwiony. Widziałam jak mama przekręca głowę w bok i jak smutek maluje się na jej twarzy. Tata nie wiedział kto to jest i bez namysłu wypalił.
-To jest ten Ed Sheeran? Czemu mama nie cieszy się na jego widok?-Zapytał zdzwiony. Spanikowana spojrzałam na tatę i pokręciłam lekko głową. Widziałam jak Jade chowa głowę w dłonie, a babcia śmieje się pod nosem. Louis stał i nie wiedział o co chodzi. Mama zszokowana spojrzała na mnie i po chwili słyszałam jej głośny pisk. Boże. Zachowuje się jak nastolatka.
-Ed Sheeran tu przyjedzie? O mój boże. Czemu mi nie powiedziałaś? Ubrałabym sie lepiej i..-Nie dokończyła bo znowu zadzwonił dzwonek. Mama wstała i wygładziła sukienkę. Przeczesała dłońmi włosy i uśmiechnęła się szeroko. Przewróciłam oczami i poszłam otworzyć. Tym razem za drzwiami stał Niall, obok niego ubrana w ładną sukienke Laura, a za nimi stał jak podejrzewam Ed. Blondyn przytulił mnie i dał całusa w policzek. Wszedł jak do siebie do domu, zdjął buty i obrócił się w moją stronę. Jego mama zrobiła to samo i Ed też. Niall przedstawił nas sobie (mnie i Sheeran'a) i wszedł do salonu. Później już jakoś wszystko szybko się działo. Niall na początku zdziwiony podszedł do Louis'a, ale on jakoś sie wyplątał z tej sytuacji i zaczęli rozmawiać. Ed, moja mama i Laura rozmawiali. Mama była bardzo podekscytowana i wymieniła mu piosenki, które chciałaby usłyszeć. Chłopak zrobił to z wielką przyjemnością, a po krótkim koncercie, dał jej autograf i zrobili sobie kilka fotek. Zauważyłam, że do ich rozmowy wtrąciła się Jade, więc zaśmiałam się po cichu. Po drugiej stronie pokoju stał Niall, Louis i mój tata. Śmiali się z czegoś. Chwila. Mój tata dobrze się bawi w towarzystwie Niall'a? Wow. Może go zaakceptuje i nie będę musiała niczego już przed nim ukrywać. Nie zastanawiając się długo podeszłam do nich. 
-Co was tak bawi chłopcy?-Zapytałam wesoło. Spojrzeli na mnie, a ja zauważyłam, że tato położył rękę na ramieniu blondyna.
-Ten chłopak ma świetne poczucie humoru.-Uśmiechnął się, a ja widziałam ulgę w tych ślicznych niebieskich oczach. -Wiesz co, może jednak nie jesteś taki najgorszy blondasku.-Zachichotałam na określenie jakim tato nazwał Niall'a. Chwile w czwórke porozmawialiśmy, ale później babcia oznajmiła, że wszystko jest już gotowe (było już kilka godzin temu) i wszyscy przeszli do kuchni. Usiadłam pomiędzy Jade, a Louis'em. Niall siedział naprzeciwko mnie. Zaśpiewaliśmy wszyscy mamie sto lat, a Ed miał swoją specjalną solówkę, ponieważ mama go o to poprosiła. Już, 44-latka zdmuchnęła świeczki, a następnie babcia pokroiła tort. Każdy chwalił jaki to jej świetny wyszedł, a babcia odpowiadała 'wiem'. Ah ta skromność. Kiedy byłam w połowie swojej porcji poczułam dłoń na swoim kolanie. Spojrzałam w bok na Louis'a, ale on tylko uśmiechał się pod nosem i jadł swoją część słodyczy. Na początku go ignorowałam, ale on sunął ręką coraz wyżej i wyżej, aż w końcy poczułam jego palce przy pasku moich spodni. Natychmiast strzepnęłam jego dłoń i spojrzałam na niego karcąco. On ledwo widocznie wzruszył ramionami i uśmiechnął się słodko. Przewróciłam oczami i skończyłam jeść swój kawałek. Słyszałam jak moja mama i Laura dobrze się dogadują. Wymieniły się nawet numerami telefonu. Może mama wreszcie będzie miała przyjaciółke. 
Po trzech może czterech godzinach wszyscy pojechali. Razem z Jade, mamą i babcią sprzątnełyśmy kuchnie, a później razem z siostrą skierowałyśmy się do naszego wspólnego pokoju. Wzięłam prysznic,a po mnie poszła Jade. Czytałam książkę, kiedy usłyszałam krótką melodyjkę, oznaczającą nową wiadomość.

Od: Louis
Spotkamy się jutro? Dzisiaj nie mogłem wytrzymać xx

Do: Louis
Przyjadę do ciebie po południu :) x
Odkładałam telefon na szafkę, kiedy do pokoju weszła moja siotra. Położyła się na swoim łóżku i odezwała.
-Niall się zmienił.-Powiedziała.
-W jakim sensie?
-No, od kiedy cię poznał nie mówią o nim w prasie jak o dziwkarzu. No i wogóle nie chodzi codziennie na imprezy, myślę, że to dla ciebie.
-Może.-Odpowiedziałam wymijająco. Nie chciałam słuchać o Niall'u z inną dziewczyną. Wogóle nie chciałam słuchać o Niall'u podczas gdy mam umowę z Louis'em. Nie czuję się z tym najlepiej. 
Jade westchnęła czując, że nie mam ochoty na rozmowę. Obróciłam się na prawy bok, zgasiłam lampke i zamknęłam oczy. Jedynę o czym marzę to sen po tym zwariowanym dniu.


PRZECZYTAŁEŚ? SKOMENTUJ :)
Jest 10-siątka. Mam nadzieję, że was satysfakcjonuje. Mi się szczerze podoba, jedynie końcówka mogła wyjść lepiej. Kończą mi się ferie, więc teraz rozdziały będą co tydzień, a czasami nawet co dwa tygodnie. Zresztą teraz też w większości były tak dodawane, więc wiele się nie zmieni. Do następnego :*

czwartek, 26 lutego 2015

Rozdział 9

Kiedy wstałam było po 9 rano. Ubrałam się i zeszłam na dół. Zjadłam śniadanie i wróciłam do pokoju. Do 12 oglądałam TVD*. Później nie wiedziałam co mam robić. Wyjść gdzieś? Zostać dziś w domu? A może zadzwonić do tego Dave'a i dowiedzieć się dlaczego chce się ze mną spotkać?
To przecież oczywiste.
Westchnęłam z bezradności. Chyba zadzwonie do niego. Wydawał się być w porządku facetem. Chociaż z drugiej strony po co mi kolejny przystojny palant? Dobra, raz się żyje. Sięgnełam po telefon i wpisałam numer z karteczki. Po trzech sygnałach usłyszałam dojrzały głos mężczyzny.
-Halo?-Spytał znudzony.
-Uh-hej. To ja Sarah, znaczy dziewczyna z galeri.-Zająknęłam się.
-Cześć.-Wydawał się weselszy niż jak odebrał.
-Dałeś mi tą karteczkę, więc dzwonie i chciałam się spyta...
-Spotkanie, jasne. Gdzie i o której?-Przerwał mi. Byłam zaskoczona, że od razu wie o co mi może chodzić, ale w sumie łatwo się domyślić.-Proponuje taką kawiarnie w tej galeri gdzie wczoraj się um-spotkaliśmy.-Wydawało mi się jakby uśmiechał się kiedy do mnie mówił, a nawet nie widziałam w tej chwili jego twarzy. 
-Ok, wiem gdzie to jest. Może być na 13?-Spytałam.
-Tak, jasne. To do zobaczenia.
-Tak, do zobaczenia.-Rozłączyłam się, odkładając telefon na łóżko. Idę na randke. O mój boże. Czy to jest wogóle randka? Nie dobra, to po prostu spotkanie dwóch ludzi i błagam niech nie przynosi żadnych kwiatów, bo poczuje się dziwnie. Do 13 nie pozostało wiele czasu, a ja jeszcze musiałam dojść do tej kawiarni, więc od razu zaczęłam się szykować.

13:03, Galeria

Super, jestem spóźniona. Może nie jakoś długo bo tylko 3 minuty, ale jednak. Wjechałam szybko windą na odpowiednie piętro i popędziłam na miejsce spotkania. Kiedy weszłam do środka, zauważyłam chłopaka, a może raczej mężczyzne siedzącego przy jednym ze stolików. No patrzcie, siedział przy tym samym co ja wczoraj. Podeszłam do niego i stanęłam obok. Gdy mnie zauważył natychmiast wstał. Był ode mnie wyższy o głowę. Tak jak Niall. Jednak Dave był bardziej zbudowany, ponieważ jego mięśnie opinały lekko luźną koszulke, którą miał na sobie. Uśmiechnęłam się do niego, a on zrobił to samo.
-Cześć Dave.-Powiedziałam. Z bliska był jeszcze bardziej przystojny. Wyciągnęłam do niego dłoń, którą po chwili złapał. Nie poczułam niczego dziwnego, tak ja przy Niall'u czy Louis'ie. To dobrze.
-Witam Panienkę.-Zaśmiałam sie na określenie, którym wczoraj się do mnie zwracał. Dobrze, że te zadrapania po wczorajszej bójce już troszeczkę znikły, mogłam je schować pod makijażem. Niestety wargi nie dało się tak bardzo przykryć i trochę to widać. 
-Oh, daj spokój. Po prostu Sarah.-Wyciągnęłam swoją dłoń z jego siadając po drugiej stronie stolika. Zamówiłam karmelowe latte, takie jak wczoraj. Na początku trochę miliczeliśmy, ale później już jakoś się rozkręciło. Dave okazał się bardzo miłym facetem. Miał 24 lata z czego dwa pracował tutaj jako ochroniarz. Był singlem i nie wcale nie pomyślałam wtedy o tym, że to dobrze.
Naprawdę.
Jest fanem sportów ekstremalnych co bardzo mnie ucieszyło, ponieważ obiecał mi, że kiedyś zrobi ze mna coś szalonego. Oprócz tego dowiedziałam się, że mieszka z bratem i nie pochodzi z Londynu, tylko z Ameryki. A dokładnie z Los Angeles. Opowiadał mi jak pierwszy raz skakał na bandżi i ze spadochronu. To było serio szalone. Chciałabym kiedyś coś takiego przeżyć, a teraz mam szanse, bo znam człowieka, który mnie na coś takiego weźmie. Nie wiem nawet kiedy minęły dwie godziny. Tematów do rozmów mieliśmy nie skończoność i było na prawdę miło. Poczułam jak coś wibruje mi w kieszeni. Wyświetliło mi się zdjęcie Niall'a.
-Przepraszam Dave, muszę odebrać.-On tylko skinął głową i napił się swojej kawy.-Co jest Niall?-Zapytałam chłopaka, kątem oka zerkając na przyglądającego mi się ochroniarza. 
-Musimy się spotkać, teraz i nie słysze odmowy to ważne. Bardzo.-Westchnęłam zrezygnowana. 
-Poczekaj chwilkę.-Wzięłam telefon od ucha i spojrzałam na mojego kolegę.-Nie przeszkadzało by ci gdyby mój przyjaciel na chwilkę tu przyszedł. Musi mi coś ważnego powiedzieć?-Dave tylko wzruszył ramionami i skinął głową, na tak.-Dziękuje.-Przyłożyłam telefon z powrotem do ucha.-Przyjdź do kawiarni w galeri.
-Zaraz tam będę.-Odpowiedział. Nie kłamał. Przyszedł dosłownie natychmiast. Wszedł do środka i rozejrzał się do okoła. Kiedy mnie zauważył ruszył w moim kierunku. Stanął obok mnie i dał mi buziaka w policzek. Dostawił swoje krzesło i kiedy usiadł, dopiero zauważył Dave'a.
-Kto to jest?-Spytał, nie patrząc na mnie. Mrużył oczy na chłopaka (mężczyzne). Był zły. Chyba.
-Jestem Dave, kolega Sarah.-Wyciągnął dłoń w kierunku Niall'a. On nic nie odpowiedział tylko przewrócił oczami i spojrzał na mnie.
-Musimy pogadać sami. Proszę, to pilne.-Skinęłam głową i spojrzałam błagalnym wzrokiem na mojego towarzysza on nic nie mówiąc wstał i odszedł kawałek stając przy ladzie kawiarni. 
-Słucham.-Spojrzałam na blondyna pytającym wzrokiem.
-Co to za akcja z tą bójką z Holly? Wiesz jak o tym wszędzie piszą. Że niby pobiłyście się o mnie. Powiedz mi to prawda?
-Bójka tak, ale nie biłyśmy sie o ciebie tylko o buty.-Spojrzał na mnie nie dowierzając, a po chwili wybuchnął śmiechem. Widziałam kątem oka jak ludzie wraz z Dave'em zerkają na nas.
-O buty, pobiły się o buty.-Szeptał cicho chichocząc. To było urocze. Najpiękniejszy dźwięk jaki słyszałam, ale nie o tym mam teraz myśleć.-Dobra. Jakoś się to wyciszy, a teraz druga sprawa. Kim jest ten koleś?-Spytał już całkiem poważnie. Nie śmiał się. Mówił ciszej niż wcześniej, pewnie w obawie że ochroniarz go usłyszy.
-To mój kolega. Pracuję tu jako ochroniarz, poznałam go wczoraj po tej całej jadce.-Wzruszyłam ramionami, a Niall spojrzał na mnie szeroko otwartymi oczami.
-Czy ty siebie słyszysz? Znasz kolesia kilka godzin i już z nim na kawki chodzisz?
-Ej stop, nie mów mi z kim mam się spotykać. To moje życie.-Warknęłam w stronę blondyna, kątem oka spoglądając na Dave'a. Niall zawiedziony opuścił głowę i lekko nią pokręcił. Jego wzrok spoczął na mojej twarzy. Wpatrywał sie we mnie, a ja w niego. Widziałam w jego oczach tęsknote, zawiedzenie, a jednocześnie porządanie. W moich oczach było błaganie o to żeby dał sobie spokój. Rozumieliśmy się bez słowa, mimo, że nasza znajomość nie trwała długo. Chłopak pokiwał głową na znak, że już jest ok i nie będzie się wtrącał. To niesamowite, że tak szybko zmienia się jego nastrój.
-Ja-um pójdę już. Uważaj na siebie.-Dał mi ostatniego całusa w policzek, wstał i już chciał wychodzić, ale złapałam go jeszcze za rękę. Poczułam jak przez moje ciało przechodzi prąd, więc od razu go puściłam. Odwrócił się w moją stronę i spojrzał na moją rękę, która teraz znajdowała się na moim kolanie. 
-Może przyjechałbyś dziś do mnie?-Zapytałam nie zastanawiając się nad tym zbyt długo. Skinął głową i powiedział, że jeszcze do mnie zadzwoni. 
Przez następną godzinę ja i Dave dużo rozmawialiśmy. Chociaż może jednak to on rozmawiał. Ja tylko przytakiwałam i czasami zaśmiałam się kiedy on to robił. Po spotkaniu z Niall'em miałam pewne wątpliwości czy dobrze zrobiłam zapraszając go do siebie. W końcu będziemy sami, pierwszy raz od dłuższego czasu. Nie wiem co może się wydarzyć, ale będę się starać żeby wszystko zostało po staremu. Marzyłam o tym żeby wrócić do domu, więc tak też zrobiłam. Pożegnałam się z 24-latkiem i obiecałam, że zadzwonie do niego jeszcze przed moim wyjazdem z Londynu. Kiedy szłam chodnikiem usłyszałam dźwięk silinika zbliżającego się do mnie. Po chwili jakiś czarny samochód jechał wolno obok mnie. Na początku się przeraziłam, ale kiedy zobaczyłam jak za szybą uśmiecha się do mnie Louis westchnęłam z ulgi. 
-Podwieźć cię, skarbie?-Przewróciłam oczami na to jak mnie nazwał i pokiwałam tylko głową. Nie zastanawiając sie długo przeszłam na druga stronę auta i otworzyłam drzwi od strony pasażera. Na początku drogi milczeliśmy, powiedziałam tylko chłopakowi żeby podwiózł mnie do domu. Nie przeszkadzała mi cisza, ale jemu najwyraźniej tak, bo kiedy zatrzymał się na światłach to odwrócił się w moją stronę i zaczął mówić.
-Boże, Sarah nawet nie wiesz jak bardzo muszę sie powstrzymywać.-Zmarszczyłam brwi, ponieważ nie wiedziałam o co mu chodzi.-No wiesz, kiedy tylko cię widzę przypominam sobie tamtą noc.-Ah, to o to.-Ja, ledwo daję rade kiedy jesteś w pobliżu, ty tak bardzo mi się podobasz i na prawdę chciałbym powtórzyć to co się wtedy wydarzyło.-Nie wiedziałam co powiedzieć, ponieważ z jednej strony, Louis też mi się podoba, ale...właściwie jest jakieś ale? Tak jest: Niall. Co by się stało gdyby się dowiedział, że sypiam z jego najlepszym przyjacielem? Nie chciałby mnie znać i Louis'a też. Zrujnowalibyśmy sobie życie. No, ale z drugiej strony jestem tu tylko na wakacje i tak za kilka tygodni wyjeżdżam. Chyba nic by się nie stało gdyby..
-Zgoda.
-C-co?-Zająknął się. Ruszył samochodem, a ja kontynuowałam.
-My możemy to robić, ale bez żadnych zobowiązań i musimy ustalić zasady.-Szatyn skinął głową i słuchał mnie dalej.-Zasada pierwsza: Nie zakochujemy się w sobie, jeśli któreś z nas poczuje cos do drugiej osoby od razu to przerywamy. Ok?-Pokiwał głową na znak zgody.-Zasada druga: Nie chodzimy na żadne randki.-To również potwierdził.-Zasada trzecia: Nie jestem na każde twoje zawołanie i ty oczywiście tak samo na moje.-I znowu skinięcie.-Zasada czwarta: Nie robimy nic publicznie.-I znowu.-Zasada piąta, ostatnia: Nie mówimy o tym nikomu, a zwłaszcza Niall'owi, gdyby on się dowiedział..-Pokiwałam głową na boki, spuszczając ją na dół.
-Rozumiem, ja też bym tego nie chciał.-Właśnie podjechał pod mój dom.-To wszystko?-Zapytał spoglądając na mnie. Pokiwałam głową tak jak on kilka minut wcześniej.-Mam rozumieć, że będzie to trwać do końca twojego pobutu w Londynie?
-Jeśli wcześniej któreś z nas nie zakocha sie w drugim to tak.-Uśmiechnęłam się.
-W takim razie do zobaczenia niedługo.-Nachylił się i dał mi szybkiego całusa w usta. Przygryzłam wargę i wysiadłam z jego auta. Weszłam do środka domu i od razu skierowałam się po schodach do swojego pokoju. W środku nie było mojej siostry, ale to nawet lepiej. Nie czułam się źle z tym co robię. W sumie to było na moją korzyść. Niall ma przecież dziewczynę o której chyba kompletnie zapomniał. Może i nie jest ona prawdziwa, ale jednak jest i jak każda z nas ma jakieś uczucia. Chociaż po wczorajszym spotkaniu moge w to wątpić. Louis spodobał mi się już na początku i dobrze, że wpadłam na taki pomysł. To jak w tym filmie 'To tylko seks' tylko my na końcu się w sobie nie zakochamy, rzecz jasna. Nie mogłabym tego zrobić Nia-sobie.
Wcale nie chciałam powiedzieć Niall'owi.
Wzięłam prysznic, przebrałam sie w piżame i położyłam się do łóżka z laptopem na kolanach. Przejrzałam wszystkie moje konta na portalach i nie wchodziłam na strony plotkarskie. Domyślam się co tam znajdę, a raczej kogo tam znajdę. Spojrzałam na godzinę w moim telefonie. 22:38. Odłożyłam komputer pod łóżko i przykryłam sie kołdrą. Myślałam o dzisiejszym dniu i przypomniało mi się, że Niall miał zadzwonić, ale tego nie zrobił. 
Cholera. 


*TVD- The Vampire Diares (pl.Pamiętniki Wampirów), serial młodzieżowy o wampirach. 

PRZECZYTAŁEŚ? SKOMENTUJ :) To dla mnie bardzo ważne, a tobie zajmie kilka sekund. 
Przepraszam, że jest dopiero teraz, ale wyjechałam na cały tydzień i nie miałam dostępu do internetu. I przepraszam, że jest taki krótki, ale tak jak poprzedni rozdział ten też jest przejściowy. Kiedy wszystko zacznie się bardziej rozwijać będą one dłuższe, obiecuję. Zastanawiałam się czy dawać ten wątek o tej umowie Sarah i Louis'a, ale raz się żyje. Zresztą mam z tym duże plany i przez to będzie dużo komplikacji, które pojawią się za kilka rozdziałów. Myślę, że to opowiadanie nie będzie miało więcej niż 25 rozdziałów, ale za to chyba będę pisać drugą część. Dodałam Dave'a do bohaterów, więc możecie go sobie zobaczyć. Okii to do następnego :* 

niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział 8

-Powiesz mi w końcu co się stało?-Zapytała. Spojrzałam na jej twarz. Postanowiłam nie owijać w bawełne.
-Przespałam się z Louis'em.


-Czekaj co?-Krzyknęła Jade.
-Dobrze słyszałaś.-Warknęłam zła. Niech nie karze mi tego powtarzać. Może i mi się podobało i Louis jest przystojny i wogóle, ale wstydzę się tego i jest mi głupio. 
-Dobra, przepraszam.-Podniosła w obronie ręcę.-Po prostu nie mogę w to uwierzyć. Co na to Niall?
-Nic, nie powiedzieliśmy mu i raczej nie powiemy. Mam nadzieję, że od ciebie też się nie dowie.-Wskazałam na nią palcem, mrużąc oczy. 
-Oczywiście, że nie.-Pokręciła głową.-Za kogo mnie masz?
-Za starszą siostre, która przez całe moje życie razem ze swoją przyjaciółeczką mi dokuczała.-Powiedziałam to co od dawna leżało mi na sercu. Ostatnio z Jade zbliżyłyśmy się do siebie. Kiedyś prowadziłyśmy ciągłą wojnę. Teraz żyjemy jak dwie najlepsze przyjaciółki. Dobrze jest mieć taką siostre. Nie chce jej już stracić. Spuściła głowę i zaczęła sie bawić palcami.
-Przepraszam.-Wyszeptała. Usłyszałam jak głos jej się łamie.
-Hej Jade, nie płacz. Teraz jest ok. Tylko po prostu niech tak zostanie. Dobrze?-Pogłaskałam ją po plecach. Skinęła głową w zgodzie. Nie zastanawiając się dłużej przytuliłam ją. Od razu to odwzajemniła. Takie powinny być siostry. Wogóle, takie powinno być rodzeństwo. Nie powinno się kłócić, tylko być przy sobie. Zawsze. Bo gdy chłopak cię rzuci albo pokłócisz się z mamą czy tatą, a twoja przyjaciółka wyjedzie. To do kogo pójdziesz? Do rodzeństwa. Kiedyś zazdrościłam tym co go nie mieli, ale teraz. Jade jest bardzo pomocna i na prawdę przydaję sie w takich trudnych sytuacjach jak ta w której jestem teraz.
-Co teraz zrobisz?-Zapytała mnie po kilku minutach ciszy. 
-Ja-nie wiem. Chyba po prostu zapomnimy o tym i będziemy starali się zatrzymać to w tajemnicy.-Lekko się uśmiechnęłam. Siostra skinęła głową i już o nic nie pytała. 
Postanowiłam wziąć prysznic i przebrać się, ponieważ w sukience nie jest raczej wygodnie kiedy chodzisz w niej cały dzień. Założyłam czarne dresy i zwykły biały t-shirt. Zeszłam na dół do salonu. Na kanapie siedziała babcia razem z mamą. Usiadłam obok nich nic nie mówiąc. Mam nadzieję, że nie wiedzą, że wróciłam dopiero nad razem. Chyba nie, bo kiedy siedziałam z nimi już jakieś półgodziny, one nadal nic nie mówiły. Oglądałyśmy jakieś talk-show, w którym co chwile zmieniali się goście. Teraz był Johny Deep. Nie rozmawiali o niczym konkretnym. Prezenter pytał się czy będzie występował teraz w jakims filmie. On coś tam odpowiedział, ale nie słuchałam go. Poczułam wibrację w kieszeni dresów. Odczytałam sms-a.

Od:Niall
Spotkamy się? x

Do:Niall
Może jutro, źle się dziś czuje :)
Schowałam telefon do kieszeni, ale znowu ktoś do mnie napisał. Z westchnięciem wyciągnęłam telefon.

Od:Niall 
:(

17:15, dom babci Sarah i Jade

Moja siostra od godziny rozmawiała z Broke, a ja nie miałam co robić. Londyn, jak to Londyn. Z pogodą może być różnie, więc na dwór nie mam co wychodzić. Może przejdę się na jakieś zakupy? Tak, to dobry pomysł. Ubrałam sie w czarne rurki i szarą tunikę z liczbą 18, którą włożyłam do spodni. Oznajmiłam mamie, że wychodze pokręcić sie po mieście, a ona dała mi 50 funtów. O to mi chodziło.
Od wyjścia z domu minęło około 30 minut, a ja siedzę w kawiarni pijąc karmelowe latte. Dziś w galeri jest mnóstwo osób. Kolejki ciągną się i można w nich stać nawet godzinę. To nie był chyba dobry pomysł żeby tu przyjść, ale skoro już jestem to mogę chociaż poszukać czegoś ładnego. Położyłam pieniądze na stoliku i wyszłam z kawiarni. Kierowałam się do jednego ze sklepów, w którym było mniej ludzi. Kiedy do niego weszłam skierowałam sie do działu dla kobiet. Szukałam na wieszakach rzeczy w moim stylu, ale nie mogłam nic takiego znaleźć. Rozglądąłam się do okoła za czymś co wpadnie mi w oko. Nagle zauważyłam śliczne szpilki po drugiej stronie sklepu. Jak najszybciej do nich podeszłam i chwyciłam pierwszego. Obejrzałam dokładnie i stwierdziłam, że są idealne. Kiedy sięgałam do drugiego, ktoś nagle sprzątną mi go z przed nosa. Podniosłam głowe, napotkując spojrzenie jakiejś blondyny. Miała ostry makijaż. Trzymała jedną szpilkę, a ja drugą. Zmrużyłam na nią oczy. Nie zostawię tak tego, pierwsza je zauważyłam. 
-Czy mogłabyś mi oddać drugą szpilkę?-Zapytałam grzecznie. 
-Pff, chyba kpisz. Pierwsza je zauważyłam. Ty mi oddaj.-Spojrzałam na nią zdziwiona. Ale zdzira. Pierwsza do nich podeszłam, a ona zjawiła się znikąd.
-Żartujesz sobie? Oddawaj!-Krzyknęłam i zaczęłam jej go wyrywać. Muszę przyznać miała siłe, ale ja nie poddaje się łatwo. Nagle poczułam jak coś wbija się w moja stope. Puściłam buta upadając na ziemie. Spojrzałam szeroko otwartymi oczami na twarz tej idiotki. Nadepnęła mnie. Zrobiła to specjalnie. O nie nie nie. Nie będę tego tolerować.
-Ze mną się nie zaczyna.-Podniosła dumnie głowę i kiedy odwracała się z moimi butkami z rękach, ja pociągnęłam ja za nogę. Upadła obok mnie. Widać było, że nie spodziewała sie tego. 
-To ze mną się nie zaczyna.-Usiadłam obok niej wyrywając jej buty z rąk. Upuściła jedną szpilke, tylko po to żeby zacząć szarpać mnie za włosy. Jaka suka. Nie byłam jej winna. Kopnęłam ją obok żeber, a ona zajęczała z bólu. Dobrze niech się męczy. Mnie też bolało to szarpnięcie. Obok nas zebrała sie dośc spora grupka gapiów, ale nie przejełam się tym za bardzo. Kopałyśmy sie  i wyzywałyśmy. Gdzieś z daleko słyszałam krzyki ochrony, ale na to też nie zwróciłam uwagi. Poczułam jak ktoś łapie mnie za biodra i odciąga od tej debilki. Ją też ktoś podniósł. Wymachiwałam nogami i krzyczałam żeby ten ktoś mnie odstawił, bo jemu też przyłoże, ale nie słuchał mnie. Moje nogi stały na prostym gruncie i kiedy znowu chciałam ruszyć z pięściami na ta wariatkę, ktoś znowu mnie do siebie przyciągnął. 
-Panienko, proszę się uspokoić, to wtedy pani nie ukaramy.-Usłyszałam głos nad sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam przystojnego ochroniarza. Wyglądał na około 25 lat. 
-Przepraszam, ale ta idiotka zabrała mi buty, które ja pierwsza zauważyłam.-Koleś się uśmiechnął i pomachał głową na boki. Jaki bezczelny. Śmieje się z mojego nieszczęścia i pechu. 
-Dobrze w takim razie zaraz to załatwimy.
Siedziałam na krzesełku w pomieszczeniu dla ochroniarzy. Nie wiem, która była godzina, ale wiem, że wyglądam okropnie i te śliczne szpilki należą się mnie. Obok mnie na krześle siedziała Holly. Tak miała na imię ta blondyna, która uważała, że buty należą się jej. Była jakaś pomylona, ale skądś ja kojarzyłam. Nieważne. Ochroniarze postanowili, że przejrzą nagrania ze sklepu i zobaczymy kto pierwszy podszedł do tych butów. Jestem pewna, że byłam to ja. Powiedzieli również, że ta która je pierwsza zobaczyła będzie wolna, a ta która okłamuję dostanie kare, za wcięcie bójki. Bardzo dobrze, zasłużyła sobie na to ta cała Holly. Nagle do pokoju wszedł jeden z pracowników galeri razem z..Laurą. Co robi tu mama Niall'a? Chyba nie jest spokrewniona z tą laską co nie? A co jeśli to jej rodzina i ta Holly to jakaś kuzynka Niall'a? Boże, zabij mnie. Kobieta podeszła do nas i kiedy zobaczyła, że ja też tu jestem zamurowało ją. Pewnie nie mogła uwierzyć, że to ja jestem dziewczyną która pobiła się z jej rodziną czy kim tam oni są. Trochę było mi głupio, ale to nie ja zaczęłam. Laura stanęła obok fotelu na którym siedziałam ja i patrzyła się na nas.
-Sarah, kochanie, to ty się biłaś z Holly?-Zapytała.
-Tak, ale co ty tu robisz Lauro, znasz ją?-Wzkazałam palcem na dziewczynę. Mama Niall'a skinęła głową.
-To jest, uh.-Chciała coś powiedzieć, ale nie mogło jej to wyjść z ust. Holly postanowiła jej w tym pomóc.
-Jej syn to mój chłopak. Poznałam od razu, że jesteś Sarah, niby najlepsza przyajciółka Niall'a, o której nigdy mi nie wspominał, ale nie chciałam ci mówić. Wolałam żebyś sama się domyśliła.-Spojrzała na mnie mrużąc oczy. Dziewczyna? No tak. Przecież on ma dziewczyne. Kompletnie o tym zapomniałam. Kiedy chciałam cos powiedzieć, do pokoju wszedł ochroniarz, który odciągnął mnie od Holly. Stanął obok biurka i spojrzał na mnie.
-Panienko, jesteś wolna i te buty. Uh, dostajesz je za darmo. Są na koszt sklepu.-Spojrzałam z triumfem w oczach na dziewczyne i wstałam zadowolona. Dave, bo tak miał na imię ochroniarz, trzymał w rękach torbe, w których były moje buciki. Wzięłam ją od niego i uśmiechnęłam się. Pożegnałam się z Laurą i wyszłam z pomieszczenia. 


-Boże, niezła jesteś.-Jade, śmiała się ze mnie opatrując moją krwawiącą wargę. Moja twarz była podrapana w niektórych miejscach, przez paznokcie Holly, a warga przecięta. Syknęłam kiedy siostra mocniej przycisnęła wacik z wodą utlenioną do moich ust.-Przepraszam.-Powiedziała, patrząc mi w oczy.-Ale patrz, buty zdobyłaś.-Zaśmiałyśmy się obydwie. Nie powiedziałam jej jeszcze, że dziewczyną która się ze mną biła była Holly, ale powiem jej.-Dobrze, że babcia i rodzice cię nie widzieli, bo by zawału dostali, a babcia jako pierwsza.
-Taa, Jade muszę ci coś powiedzieć.-Odłożyła wacik na szafke, odsunęła się lekko ode mnie i zaczęła mnie słuchać.-Ta dziewczyna, to było Holly.-Na początku nie rozumiała o co mi chodzi, ale później jej oczy szeroko się otworzyły. Już wiedziała.
-Holly jak zdzira Holly? Holly jak udawana dziewczyna Niall'a?-Skinęłam głową.
-To nie wszystko.-Widziałam jak w oczach Jade tworzy się zainteresowanie i skupienie.-Przyjechała po nią mama Niall'a, Laura.-Moja siostra ze zdziwienia tylko opadła na łóżko. Położyłam się obok niej. Miliczałyśmy przez pewien czas. Nie wiem ile czasu minęło i szczerze miałam to gdzieś. 
-Twoje życie wygląda jak film albo cholerne fanfiction.-Obróciłam głowe w strone siostry i słuchałam jej dalej.-No bo patrz. Poznajesz sławnego piosenkarza, jest cudownie, ale później ktoś was przyłapuje i wszystko się kończy. Następnie zaczynacie się przyjaźnić, ale jednak jest między wami pewne napięcie. Idziesz na impreze z jego najlepszym przyjacielem i lądujesz z nim w łóżku. Następnego dnia idziesz na zakupy gdzie spotykasz jego dziewczyne i bijesz się z nią, a później na to wszystko jeszcze przychodzi jego matka. No czy nie mam racji?-Zapytała.
-Masz, ale jest pewna różnica między moim życiem, a filmem.
-Jaka?-Jade spojrzała na mnie. Wzruszyłam ramionami i z powrotem spojrzałam na sufit.
-Nie wiem, ale to nie możliwe, żeby ta historia skończyła się szczęśliwie. 

22:00, Pokój Sarah i Jade

Moja siostra brała kąpiel, a ja siedziałam na łóżku ubrana w piżame. Przede mną leżała torba z moimi wygranymi butkami. Chciałam je obejrzeć i poczuć się dumna z siebie samej. Otworzyłam pudełko. Leżały tam. Moje śliczne lakierowane szpileczki. Od dziś są to moje ulubione buty. Wyjęłam je i założyłam. Byłam zdziwiona no bo ich wcześniej nie przymierzałam, a pasowały idealnie. Kiedy chciałam już je schować, zauważyłam na dnie pudełka karteczkę złożoną na pół. Co to jest do cholery? Nie zastanawiając się długo wyciągnełam ją i otworzyłam. Pochyłym pismem było napisane krótkie coś.

Okłamałem cię, wcale nie sklep za nie zapłacił tylko ja. To mój numer 674635008 mam nadzieję, że zadzwonisz i się spotkamy.
Ochroniarz Dave. 


JEŚLI PRZECZYTAŁEŚ TO SKOMENTUJ :) To dla mnie bardzo ważne. 
Daję 8 wcześniej, ponieważ stwierdziłam, że w następny tydzień wyjeżdżam i nie będę miała czasu pisać i dodawać rozdziałów. W tym tygodniu też się coś pojawi, ale nie potrafię powiedzieć konkretnie kiedy. Dave niedługo będzie w bohaterach, więc będzie można zobaczyć jak wygląda. Dziś taki rozdział bez Niall'a i jest on tylko taki przejściowy, ale w następnym może się pojawi, a może nie. Zobaczę jeszcze. Buziaki :*